Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
127 postów 2210 komentarzy

Wrzodak Z

Podręcznik użytkownika postprawdy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polecam, merytoryczny artykuł A. Stankiewicza o półprawdach Macierewicza i Kaczynskiego oraz to, że Miesiewicz jest naganiaczem chłopców. Ciekawe dla kogo???

Podręcznik użytkownika postprawdy


Andrzej Stankiewicz
Dziennikarz Onetu
Misiewicz łowi młodych chłopców dla Kaczyńskiego. Gronkiewicz-Waltz wzięła 2,5 mln zł łapówki. Polska najechała Białoruś. A Egipt sprzedał Rosji za jednego dolara nowoczesne okręty do desantu na Polskę. Niewiarygodne historie? Każda z nich w ostatnich tygodniach zajmowała najważniejszych ludzi w Polsce lub na świecie. Witajcie w świecie postprawdy, w którym nie ma ani ewidentnych faktów, ani całkowitych kłamstw.

Bartłomiej Misiewicz był bohaterem głośnej historii rodem z białostockiej dyskoteki
Postprawda to trudne do weryfikacji, świadome kłamstwo wykorzystywane dla celów propagandowych i politycznych
Choć matecznikiem postprawdy są tradycyjne media, to jej prawdziwym stymulatorem okazał się dopiero rozwój internetu
Łatwość przekazywania informacji w mediach społecznościowych — jednym kliknięciem — powoduje, że półprawdy, postprawdy i nieprawdy rozprzestrzeniają się niemal z szybkością światła
Molestowanie Misiewicza
Gdy w czwartek, 19 stycznia pod białostockim klubem WOW, specjalizującym się w muzyce disco polo zatrzymywało się czarne, warte parę setek tysięcy rządowe BMW, jego pasażer Bartłomiej Misiewicz nie przeczuwał, że to będzie zabawa jego życia. Już w poniedziałek zdjęcia z kompanami od dyskotekowego kieliszka obiegły tabloidy, potem popijawą zajęły się telewizje. Ale to wciąż było nieledwie podśmiewanie się z Misiewicza, może nieco złośliwe, ale zupełnie niewinne. Kłopoty zaczęły się kilka dni potem.

Kontrowersyjny biznesmen Zbigniew Stonoga, nałogowy kolekcjoner haków na wszystkich, opublikował w internecie nagranie. To rodzaj obrazoburczej spowiedzi jednego z uczestników dyskoteki, który poznał tam Misiewicza. Mężczyzna pokazuje swą twarz, podaje imię i nazwisko. Nie ma wątpliwości, że bawił się z rzecznikiem MON, bo we wcześniejszych materiałach w gazetach pokazywał wspólne zdjęcia, zaś w telewizjach — rozradowany opowiadał, jak Misiewicz oferował mu stanowisko "ministra obrony terytorialnej".

Siedząc naprzeciw Stonogi, nie jest radosny. Sprawia wrażenie rozbitego, nerwowo pali papierosa. I mówi: "Przytulił mnie, przybił mi piątkę i wtedy wydarzyła się rzecz, o której wcześniej nie chciałem mówić. (…) Złapał mnie w miejsce intymne. Później powiedział mi, że mógłbym jechać z nim do Warszawy, że jestem przystojny (…), że załatwia takich młodych chłopców dla Kaczyńskiego".


Triumf nieuctwa

Zdolność oddzielania prawdy od chłamu jest ważniejsza, niż znajomość logarytmów czy historii wojen i powstań - podkreśla prof. Łukasz Turski
Zobacz więcej
Sensacje Stonogi przemilczały główne tradycyjne media w Polsce. Ale dziś, w epoce, gdy każdy może być medium dzięki portalom społecznościowym, to nie kłopot. Pomówienia Stonogi są żywe w internecie, gdzie oglądają je i komentują tysiące ludzi.

Nie opisywałbym tej historii, gdyby nie fakt, że sam mi na nią zwrócił uwagę bliski współpracownik premier Beaty Szydło, a potem — wysokiej rangi urzędnik MON. Ich słowa znaczą ni mniej, ni więcej to, że w najważniejszych gabinetach polskiego rządu stonogowa postprawda stała się przedmiotem debat i politycznych kalkulacji.

Postprawdy Macierewicza
Gdy się ma wiedzę o operacji Stonogi, łatwiej zrozumieć, czemu oburzony Macierewicz złożył doniesienie w sprawie rozsiewania fałszywych informacji na temat Misiewicza. Ale trafiła kosa na kamień, jako że sam Macierewicz jest jednym z polityków, który z postprawdy uczynił swe główne polityczne oręże.

Jesienią 2016 r. podsumowując rok swych rządów w MON, Macierewicz zaatakował poprzedników z Platformy: — Na skutek audytu MON był zmuszony do skierowania do prokuratury ponad 350 zawiadomień, w tym dotyczących m.in. korupcji i współpracy z obcymi służbami — stwierdził.

Zwróciłem się więc do MON o pełną informację, jakie doniesienia i gdzie zostały złożone.

Co się okazało? "Od 16 listopada 2015 r. Departament Kontroli Ministerstwa Obrony Narodowej złożył 11 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury i innych służb. Sprawy dotyczyły m.in. poświadczenia nieprawdy, naruszenia przepisów ustaw: o finansach publicznych, Prawo zamówień publicznych, o Zakładowym Funduszu Świadczeń Socjalnych".

Podsumowując — w żaden sposób nie sumuje się to do 350, a i ranga spraw znacząco inna.

Inny przykład. We wrześniu minionego roku Macierewicz mówił w "Rzeczpospolitej": — Wkrótce ujawnimy nowe nagrania załogi tupolewa, które dotąd nie były znane.

Gdy w połowie listopada wyrzuciłem mu to pod studiem jednej z telewizji, to oznajmił, że nagrania są i że je ujawni. Nie ma ich do dziś.

W podobny sposób Macierewicz działa w sprawie zakupu helikopterów — punktowanie jego kolejnych niezrealizowanych zapowiedzi stało się już banalne.

Nawet bardziej niż ofiarą Stonogi Macierewicz stał się zresztą ofiarą niszowych, postprawdziwych rosyjskich portali. To na podstawie ich informacji ośmieszył się, mówiąc w październiku 2016 r. w Sejmie o losach francuskich okrętów desantowych mistral. Jednostki te zostały wyprodukowane dla Rosji, ale po aneksji Krymu władze w Paryżu wycofały się z tej transakcji i sprzedały okręty Egiptowi. Macierewicz w oparciu o niesprawdzone informacje dopisał dalszy los tej historii: — Jest prawdą, że mistrale zostały sprzedane do Egiptu i jest prawdą, że w ostatnich dniach zostały de facto przekazane Federacji Rosyjskiej za jednego dolara. Ta operacja miała rzeczywiście miejsce – stwierdził. Gdy okazało się, że to wpadka, w sukurs ruszyli mu politycy PiS, przekonując — w dobrym, postprawdziwym stylu — że to właśnie jego słowa zapobiegły transakcji.

Blogerzy trzęsą gabinetami
Prokuratorskie doniesienia, którymi tak lubi szermować Macierewicz, to zresztą w świecie postprawdy użyteczne narzędzie. Kilka dni temu Onet doniósł, że Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 2,5 mln zł przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz lub jej zastępcę. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa związanego z nieprawidłowościami przy tworzeniu planu zagospodarowania przestrzennego złożył stołeczny radny Jan Śpiewak. Mocna informacja lotem błyskawicy obiegła inne media. Szkopuł w tym, że szybko okazało się, iż Śpiewak pisząc zawiadomienie do prokuratury, nie miał żadnej wiedzy na ten temat, bo o wszystkim dowiedział się z internetowego wpisu blogera, który ma wyrok za pomówienie i szuka go prokuratura.

Także z internetowego wpisu doradcy prezydenta USA Donalda Trumpa dowiedzieli się, że Polska najechała Białoruś. Sprawa była — wbrew pozorom — poważna, biorąc pod uwagę, że Polska jest w NATO, a Białoruś to kremlowski satelita. Dlatego też urzędnicy Białego Domu zaczęli ją sprawdzać — o czym kilkanaście dni temu doniosła agencja AP. W ten sposób administracja prezydenta, który wygrał m.in. dzięki masowemu umieszczaniu w internecie niezbyt prawdziwych informacji na temat konkurencji politycznej, sama wpadła w pułapkę postprawdy.

Motörhead z Kaczyńskim
Od kiedy prasa ukazuje się drukiem, dziennikarze popełniają błędy czy też podają fakty, które okazują się nieprawdziwe. Ale postprawda to coś znacznie więcej — świadome kłamstwo wykorzystywane dla celów propagandowych i politycznych.

Dlatego, choć matecznikiem postprawdy są tradycyjne media, to jej prawdziwym stymulatorem okazał się dopiero rozwój internetu. Dziś każdy, kto ma dostęp do sieci, może być twórcą informacji. Ma to swe dalsze konsekwencje. O ile dziennikarzy z tradycyjnych mediów obowiązują zasady — prawne i etyczne — dotyczące weryfikacji informacji oraz zakresu ingerencji w prywatność opisywanych osób, to wszyscy inni wytwórcy wiadomości nie podlegają żadnym zasadom.

Na Facebooku i Twitterze można w ten sposób umieszczać informacje niesprawdzone, zasłyszane w jednym źródle, a nawet plotki. To tym łatwiejsze, że przecież profile w mediach społecznościowych można prowadzić na zmyślone tożsamości, a nawet pod pseudonimem. Widać to szczególnie na Twitterze, który jest najpopularniejszym portalem społecznościowym poświęconym wymianie informacji.


Jak radzić sobie z fake newsami? Krótki poradnik

Zobacz więcej
W lipcu 2009 r. internet przez parę chwil żył sensacją, że konto na Twitterze założył Jarosław Kaczyński (@JarKacz). Wszystko wyglądało poważnie, dopóki "Kaczyński" nie zapytał grono swych pęczniejących szybko obserwujących, czy ktoś idzie na koncert metalowej grupy Motörhead.

Dotkliwsze wpadki tych, którzy za oficjalne profile osób publicznych uznali fałszywe konta założone na ich nazwiska, pomińmy dyskretnym milczeniem.

Żyjemy w "bańkach"
Technologiczna łatwość przekazywania dalej informacji w mediach społecznościowych — jednym przyciskiem do swego grona obserwujących czy znajomych — powoduje, że półprawdy, postprawdy i nieprawdy rozprzestrzeniają się z szybkością światła.

Kluczowe jest przy tym to, że na portalach społecznościowych użytkownicy prowadzą swój wirtualny żywot w swoistych "bańkach informacyjnych" — jak to nazywają badacze internetu. Dopuszczamy innych użytkowników do wytwarzanych przez siebie informacji najczęściej wtedy, gdy podzielają nasze poglądy, a zatem gdy nasze wpisy mogą być przez nich przyjęte z akceptacją. Podobnie — usuwamy z grona znajomych/obserwujących, którzy burzą nasz dobry nastrój, bo mają inne zdanie. W ten sposób właśnie żyjemy w "bańkach", w których dobrze się czujemy i których wygodne dla nas postprawdy — potwierdzające nasze poglądy — mają dobrą glebę do rozkwitu.

Postprawdzie sprzyja szybkość internetu. Dziś liczy się nie to, kto poda informację lepiej sprawdzoną, tylko kto ją poda szybciej, redukując weryfikację do minimum lub nie przeprowadzając jej wcale.

W dodatku informacja żyje krótko i rzadko się do niej wraca. Liczy się tu i teraz, a więc nawet jeśli informacja po kilku godzinach — nie mówiąc o dniach — okazuje się nieprawdziwa, to internet już dawno popędził dalej. Do dużej części odbiorców prawda nie dotrze.

Jest jeszcze jeden kłopot. Użytkownicy portali społecznościowych produkują niezliczoną ilość informacji dziennie, co powoduje, że bardzo trudno zweryfikować to, co do nas trafia. Nadmiar informacji to także wymarzone pole dla postprawdy.

Co począć ze Stonogą?
Czy walka z postprawdą jest w ogóle możliwa? Oczywiście, choć starcie z propagandą nigdy proste nie jest. Oczywiście, można jak jeden z bohaterów filmu "Wróg publiczny" (rola Gene’a Hackmana) odizolować się od globalnej sieci i przejść na dyskietki. Można się wyrejestrować ze wszystkich serwisów społecznościowych i informacje czerpać z kupowanych w sklepie gazet, płacąc przy tym koniecznie gotówką, by nie zostawiać śladów karty kredytowej.

Ale zejdźmy na ziemię — z siecią trzeba żyć i trzeba w sieci być. W tej sytuacji przede wszystkim należy wyjść ze swojej internetowej "bańki". Zderzenie z wiedzą i opiniami myślących w odmienny sposób może być bolesne dla ego, ale na pewno jest zabójcze dla postprawdy.

Po wtóre, tak jak w realnym życiu jedni ludzie są dla nas bardziej, a inni mniej wiarygodni, tak też w wirtualu należy przyjąć podobne kryterium — czerpać informacje z takich źródeł, które są sprawdzone. Serwisy tradycyjnych mediów nie gwarantują oczywiście pełnej wiarygodności — wszak media w Polsce są ostro politycznie podzielone — ale są jej bliżej od kont skrytych za awatarem. Podobnie jest z profilami publicznych instytucji, a także zweryfikowanymi kontami osób publicznych. Nawet jeśli nie przekonuje nas to, co podają, to przynajmniej wiemy, że źródło informacji jest autentyczne.

Ale co począć z takim Stonogą? Wszak politycy PiS nadali mu stempel wiarygodności, gdy za rządów Ewy Kopacz ujawniał akta śledztwa w sprawie afery taśmowej, co uderzało w Platformę. Czemu więc teraz wiarygodny miałby nie być? Koło się zamyka.

Jestem internetosceptykiem
W zderzeniu z postprawdą w szczególnie trudnej sytuacji znajdują się dziennikarze. Z jednej strony muszą śledzić internetowe trendy informacyjne, z drugiej strony — nie zawsze mają możliwość szybkiej weryfikacji pojawiających się tam doniesień.

Niedawno na twitterowym profilu Macieja Pawlickiego, prowadzącego w TVP program "Studio Polska", pojawił się wpis oznajmiający, że został on odsunięty od anteny. W komentarzach jego znajomych pojawiły się jednak wątpliwości, czy wpis jest prawdziwy. Te wątpliwości same w sobie były paradoksem, gdyż Pawlicki miał zostać ukarany za to, że podczas programu o postprawdzie do analizy wykorzystał zmyśloną informację o szpiegostwie lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru na rzecz Rosji.

Cóż było począć, w tej sytuacji — niczym bohater grany przez Hackmana — sięgnąłem do archaicznej metody. Napisałem do Pawlickiego SMS-a, a odpowiedź rozwiała wszystkie wątpliwości. To dowód, że w czasach postprawdy owe archaiczne metody sprawdzania informacji u źródła, a nie na internetowym profilu, są wciąż najpewniejsze.

Ja w pracy dziennikarskiej wciąż stawiam właśnie na bezpośrednie kontakty z informatorami.

Jestem internetosceptykiem. Doceniając znaczenie sieci dla rozwoju cywilizacyjnego, zachowuję ostrożność w ocenie jej znaczenia jako źródła informacji. Miast głowić się nad tym, do jakiego stopnia wiadomości rozbuchane w sieci są postprawdami, wolę pozostać przy klasycznym, Tischnerowskim trójpodziale prawd — święta prowda, tyż prowda i gówno prowda. 

KOMENTARZE

  • 5*
    Niestety, syjonistyczna zgnilizna i głupcy stawiają 1*
  • Tu też w notce jest kilka półprawd
    np. że Rosja zaanektowała Krym i że urzędnicy Trumpa sprawdzali doniesienie o napaści Polski na Białoruś.
    Ogólnie 5*
  • "Internetosceptyk" czyli pseudointelektualista
    Facet sili się na oryginalność - używając idiotycznego wyrażenia "postprawda" i definiując je jako odmienne od propagandy, czy tworzeniem kaleczących mowę ( czyli myślenie) neologizmów. Jednym słowem, pracuje bardzo ciężko.

    Co to jest "postprawda" ? Rozumiem, że wyraz z przedrostkiem -post, to coś, cio nastąpiło "po". Co następuje "po prawdzie"? Nic, albo prawda, albo kłamstwo; nie ma niczego pośredniego. Zapewne chodzi o kłamstwo?

    "Postprawda to trudne do weryfikacji, świadome kłamstwo wykorzystywane dla celów propagandowych i politycznych." - twierdzi pan Stankiewicz.

    A czym jest propaganda?

    "Propaganda (od łac. propagare – rozszerzać, rozciągać, krzewić) – celowe działanie zmierzające do ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki, polegające na manipulacji intelektualnej i emocjonalnej (czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów). Gdy propaganda zmierza do upowszechnienia trwałych postaw społecznych, poprzez narzucenie lub zmuszenie odbiorców do przyjęcia określonych treści, wtedy stanowi jeden z elementów indoktrynacji."

    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Propaganda

    "czasem z użyciem jednostronnych, etycznie niewłaściwych lub nawet całkowicie fałszywych argumentów - czyli kłamstw, które mogą być świadome i trudne do weryfikacji, a więc - zgodnie z definicją - "postprawdami".

    W sumie - masło maślane, czyli bełkot.

    A co mówią inni na temat "postprawdy" w cytowanym Onecie?

    Oto fragmenty artykułu z nagłówkiem "Postprawda - propaganda XXI wieku"

    Czyli nie gorsza od propagandy, a jedna z metod propagandy, która jest stosowana w dobie dzisiejszej. Swoją drogą, jakie kłamstwo może być gorsze od propagandy - która jest zbiorem kłamstw i prowadzi do indokrynacji?

    "- Relatywizowanie prawdy jest niesłychanie niebezpieczne – mówi dla Onetu prof. Małgorzata Lisowska-Magdziarz, medioznawca i semiotyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej zdaniem termin postprawda ma zakamuflować fakt, że w rzeczywistości mówimy o jawnym kłamstwie. Niemniej pojawienie się tego terminu zwraca uwagę na inne ważne problemy i niebezpieczeństwa, z którymi muszą się zmierzyć wszyscy ludzie korzystający z mediów elektronicznych.

    Postprawda to pojęcie absurdalne, ukute w celach propagandowych - twierdzi prof. Lisowska-Magdziarz.
    Według medioznawczyni, używanie terminu postprawda jest niebezpieczne, bo relatywizuje prawdę i kłamstwo
    W rozwiązaniu problemu może pomóc edukacja medialna - podkreśla ekspertka
    Rafał Cieniek: Pani profesor, czym jest postprawda?

    Małgorzata Lisowska-Magdziarz: Są dwie odpowiedzi. Albo coś takiego w ogóle nie istnieje. To zatem pojęcie puste, pozbawione desygnatu. Albo też postprawda to inne słowo oznaczające po prostu kłamstwo. Nie ma medioznawczej ani kulturowej "teorii" postprawdy.

    Po co komuś takie słowo niemające znaczenia?

    Postprawda to absurdalne pojęcie ukute w celach wyłącznie promocyjno-propagandowych, związanych z potrzebą usprawiedliwiania rozmaitych nieetycznych działań w przestrzeni komunikacyjnej. Niektórym ludziom wydaje się, że jeśli powiedzą postprawda, to kłamstwo będzie "mniej kłamstwem".

    Kto w takim razie je wymyślił?

    Termin post-truth pojawił się podobno po raz pierwszy w 1992 roku w eseju w piśmie "Nation", poświęconym aferze Iran-Contras. Autor napisał gorzko "my, ludzie wolni, zdecydowaliśmy, że chcemy żyć w świecie postprawdy". Na pewno termin ten rozpowszechnił się w związku z Brexitem i manipulacjami komunikacyjnymi otoczenia prezydenta Trumpa. Rozpowszechnił się, dodajmy, tak bardzo, że Oxford Dictionaries ogłosiły go słowem roku 2016. Ale w sferze komunikacji politycznej i marketingowej konstruowanie takich pojęć jest dość powszechną praktyką. "Wypożycza" się prestiż istniejących słów sztandarowych, takich jak "prawda", "patriotyzm", "demokracja", dodaje odpowiedni przedrostek – post czy neo - i mamy nowe hasło.

    "Postprawda" to pojęcie, które faktycznie brzmi intrygująco...

    Użycie przedrostka "post" wydaje się naukowe, artystyczne, bo mamy postmodernizm, postnowoczesność, postkonsumpcjonizm... Ale co dalej? Zaczniemy mówić o "post-etyce", "post-moralności"? W tym kontekście wykorzystanie słowa "prawda" jest ogromnym nadużyciem. Relatywizowanie prawdy jest niesłychanie niebezpieczne, bo sprzyja myśleniu, że postprawda w sumie nie jest taka zła."

    I tak dalej...
    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/postprawda-niebezpieczne-zjawisko/71h1bq5

    Nawiasem mówiąc, politycznie poprawna mowa Onetu przyprawia o skręt kiszek.

    Natomiast jak chodzi o podane przykłady - skąd wiadomo, że zeznanie u Stonogi jest kłamstwem, jak zakłada Stankiewicz [krewny?] ?
    Na to, że jest ono kłamstwem jest dokładnie tyle samo dowodów, jak na to, że nim nie jest, dlaczego więc z góry zakładać, że jest to"postprawda"?

    Panie Wrzodak, bardzo cenię Pańskie felietony i komentarze, ale tym razem, z narażeniem się na miano " syjonistycznej zgnilizny i głupca", stawiam jedynkę.
    Serdecznie pozdrawiam,
  • @lorenco 00:34:21
    Oczywiście z wieloma ,,półprawdami" z tego artykułu nie zgadzam się, ale dla mnie nie to jest najważniejsze, ale to, co proponował Misiewicz młodym mężczyznom, oraz to, że łapał ich za przyrodzenie. Wniosek taki, że mamy do czynienia z rządami osób o zapędach homoseksualnych i te zapędy służą im do wykorzystaywania przywilejów władzy.
  • Autor
    Widzę, że Autor dał się tutaj zwieść satanistycznym wrogom rodzaju ludzkiego chcących złożyć w ten sposób hołd swojemu patronowi - ojcu kłamstwa.

    Przyjęcie "narracji rzeczywistości przez postprawdę" oznacza nie tylko śmierć odpowiedzialnego dziennikarstwa, ale i śmierć człowieczeństwa, które zaczyna się od prawdy - tej niekwestionowanej, rzeczywistej, jednoznacznej i jedynej.

    Przyjęcie "narracji rzeczywistości przez postprawdę" oznacza też przejście do stanu anarchii całego życia publicznego i politycznego z dezintegracją i narodów, rodzin i państw - wszelkich logicznych i sensownych struktur organizacyjnych. Autor za "postprawdę" uznaje i półprawdy, niedopowiedzenia i kłamstwa jako "fakty zmyślone" i fałszerstwa informacji, które w ogóle nazywać trzeba "przedprawdą", nie zaś "postprawdą".

    Jak można kłamstwo nazwać "postprawdą", jeśli jest ono "stare jak świat"?

    "Postprawda" to raczej to co się robi z prawdą, czyli "działanie podejmowane na fundamencie prawdy".

    Jeżeli ten "użytkownik postprawdy" miałby posługiwać się sugestiami Autora, to musi być satanistą.
  • @miarka 10:48:59
    A co na temat prawdy może mieć do powiedzenia sfanatyzowany żydo-katolik, który wszystko postrzega przez pryzmat żydowskiego kłamstwa jakim jest żydo-chrześcijaństwo?

    Żydo-katoliku "miarka" nie popisujcie się bez umiaru - a jeśli ktokolwiek jest tu satanistą (kolejna żydowska brednia), to z pewnością jesteście nim wy, żydo-katoliku, który prezentuje fałsz, głupotę, obłudę, nieuczciwość.
  • @Rzeczpospolita 12:33:11
    Odstosunkuj się trollu i chamie.
  • @miarka 12:39:58
    i jak widać brak kultury.
    Dlatego takich jak ty trzeba traktować seksualnie - oczywiście tylko na płaszczyźnie publicystycznej.
  • @Rzeczpospolita 13:20:45
    Ty podłoto, to Ty tutaj siejesz antykulturę - nie dość że uprawiasz trolling to skrajnie destrukcyjny - satanistyczny. Gdzie się pokażesz tam robisz szambo.
  • @miarka 13:28:21
    A czego się spodziewasz po absolwencie Rabinackiej Wyższej Szkole Propagandy z Otwocka
    Te żydy to tak mają
    Metoda na żydoKosiura
  • @miarka 13:28:21
    Znakomicie prezentujesz swoją mentalność i umysłowość zapewne przepojoną duchem żydo-katolickiej kultury.
    Tak trzymaj.
    Jestem na prawdę pod wrażeniem, wyręczasz mnie znakomicie w obnażaniu swej dewocyjnej obłudy, zakłamania, etc.
  • Autor!
    Górale gadajo, że prawdy są trzy: swiento prawda, tys prawda, gówno prawda.
    Pańska jest ta druga.
  • @Katana 13:56:45
    "A potrafi Pan wykazać tu związek - wpływ chrześcijaństwa czy nawet możemy przyjąć żydo-chrześcijaństwa na treść tego wpisu (...)."

    Istniej dość bezpośredni. Czy żydo-katolicki Kościół nie popierał PiS (oraz PO)?
    Czy nie współdziałał z V żydowską kolumną w obalaniu PRL i ustanawianiu IIIRP?

    A kto głosił:
    „Rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód, a także dążenie do stabilizacji monetarnej powinny prowadzić do coraz ściślejszego wzajemnego powiązania narodów (…)” – JPII,1998r. -?, etc.

    Widzę, że sfanatyzowany kolega "miarka" pozyskał advocatus diaboli, czyżby szykował się na błogosławionego?
  • bryndza
    autor napisał:
    "O ile dziennikarzy z tradycyjnych mediów obowiązują zasady — prawne i etyczne — dotyczące weryfikacji informacji oraz zakresu ingerencji w prywatność opisywanych osób"

    Z czego wniosek że jego artykuł ma tyle wspólnego z prawdą co opisywany Stonoga. To trzeba być niepoprawnym optymistą wierzącym w człowieka czyli komunę żeby takie twierdzenie zapodać bez żadnego ale.

    Napisać można 4x większy i lepiej zredagowany materiał o dziennikarzach którzy mijali się z prawdą nagminnie i z premedytacją. Materiałów miliony ale niema to jak dobre samopoczucie i wiara w dziennikarskie posłannictwo. Niestety prestytutki dziś są na garnuszku różnych sitw i jedynym zachowującym jeszcze przyzwoitość środowiskiem wymiany informacji jest blogosfera.
  • @norwid 17:20:20
    I tu właśnie dochodzimy do sedna, bo wszystkie te wypowiedzi na temat "fake news" i "postprawdy" to nic innego jak media głównego nurtu za wszelką cenę starające się zdyskredytować media społecznościowe i przywrócić sobie atrybut prawdomówności i rzetelności przekazu.
  • @Katana 14:58:24
    "To chyba dobrze jak Kościół jest podporą rządu? Jest wiele w Biblii o posłuszeństwie władzy i dobrze..."

    Zależy kto patrzy i z której strony.
    Dla syjonistycznego żydostwa i dla żydo-katolickiego Kościoła niewątpliwie dobrze. Zresztą łączy ich od 2000 lat wspólnota interesów.
  • @Wrzodak Z. 09:21:29
    https://youtu.be/0GRax6D3AMk

    https://youtu.be/niumQLDL_k0
  • @Lotna 03:20:21
    Dzięki za link.
    Za to powinien siedzieć albo ten co to mówi, albo Stonoga, albo Kaczynski powinien natychmiast byc pociągnięty do odpowiedzialności karnej, za ciagłe składanie fałszywych zeznań oraz za prowadzenie polityki swojej w interesie zapotrzebowania swojego chorego popędu seksualnego.
  • @Wrzodak Z. 16:27:31
    Normy przyzwoitości zostawiasz setki mil z tyłu. Wypadało by się czasem zreflektować i przychamować to tryskanie jadem.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA

    Piłsudski - kolaborant

    Przedkładam tekst Grunholza za stroną KIP, dotyczący polityki Piłsudskiego. Czy ta polityka zdradziecka nie przypomina wam dzisiejszej polityki agentów sprawujących władzę nad polakami!!! czytaj więcej

  • POLITYKA

    Duda z banderowcami!!!

    Ten od budowy w Polsce tzw. międzymorza a wiec ,,wielkiego Izraela", odmówił patronatu organizatorom obchodów 74 rocznicy tzw. ,,rzezi wołyńskiej", czyli ludobójstwa na kresach. Co na to pisowskie hejterowskie społeczne mendy. zw czytaj więcej

  • POLITYKA

    Casting skundlonych agentów z nad Wisły

    Agenci banksterów nad Wisłą walczą jak lwy, kto ma być bliżej, dłużej przy swoim mocodawcy Trumpie, raczej jego służb. Każdy z nich na kolanach zapewnia, że będzie lepszym, nadzorcą niewolników w ,,polin" od swego konkurenta politycznego. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031